poniedziałek, 12 września 2016

kończę wszystko. albo właśnie zaczynam.
ale raczej kończę.


wstałam. jest ciepło. założyłam jedne z moich ulubionych ubrań.
zjadłam musli. zaraz napiszę w dzienniku i pojadę na uczelnię.
może to sądny dzień, a może nie. 
musi mi przestać zależeć. wtedy zawsze kończę źle.

niedziela, 11 września 2016


rozpoczęłam dietę, czuję się lepiej.
spałam długo i byłam na spacerze na poligonie z psem i mamą.

sobota, 10 września 2016


wyjazd można zaliczyć do udanych;p wkrótce zdjęcia! no i film jest fajny
wczoraj chillowy dzień, wieczorem znowu pizza i atlas chmur!
od dzisiaj kontroluję siebie!
serio.
a zaczynam od herbatki i birdy.

piątek, 2 września 2016




wczorajszy wieczór był miły, indyjskie jedzenie z ciocią
i deser w retro! potem singielka i wino z mamą,
a na koniec piosenka, która gra we mnie do dziś,
i rozmowa z sz. i wgl jakoś pozytywne myśli we mnie się pojawiły!
z nadzieją na najbliższe życie xd


zaraz rozpoczynam mą kilkudniową przygodę;p

czwartek, 1 września 2016


po dzisiejszych wydarzeniach postanowiłam spisywać też to co czyni me życie pechowym,
bo cokolwiek nie zrobię to zawsze wychodzi ta najgorsza opcja.
tak więc będę jednocześnie mówić co mnie uszczęśliwiło, ale także co wręcz przeciwnie.
bo są i lepsze i gorsze dni, a trzeba się pozbyć każdych.

tak więc dzisiaj, od rana czuję się grubo. nawet nie wchodzę dla bezpieczeństwa na wagę.
nie mogłam wybrać totalnie co ubrać. a to zawsze powoduje złe i niekomfortowe samopoczucie.
rajstopy zostały mi tylko świecące.
miałam w planach cudowne wyjście na rower, samotnie, z muzyką, z wiatrem we włosach, no a okazało się inaczej:
 zapomniałam wziąć bidonu z wodą, który sobie przygotowałam,
mp4 była rozładowana mimo, że specjalnie na noc ją podłączyłam.
gdy chciałam odpiąć rower, okazało się, ze kluczyk do linki jest złamany.
tata przyjechał i ciął linkę piłą. tak więc trzeba kupić nową.
mój autobus miał być za 10min, więc wsiadłam w inny.
ten na 2 przystanki przed moim rozkraczył się. 
wysiadłam więc z rowerem i pojechałam w stronę domu, po czym patrzę, a ten autobus ruszył.
no i jeszcze allegro przysłało mi jakiś rachunek do zapłaty.
:c  







no więc skończyłam pracę! aż mi dziwnie
wczoraj na uczczenie tego - wielka pizza i mulholland drive!
niesamowity jest ten film:o

a zaraz wybieram się na rower
nie zrażę się tym, że przytyłam 10000kg